Jak „wyleczyłam” Hashimoto – moja historia po roku

Ponad rok temu opisałam Wam moją przygodę z Hashimoto i pokazałam, że da się wprowadzić tę chorobę w remisję (KLIK). Aby nie być gołosłownym, dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami moimi wynikami po ponad roku stosowania diety. Przypominam jednak, że każdy organizm jest inny i każdy potrzebuje indywidualnego podejścia. Opisany przeze mnie sposób „wyleczenia” Hashimoto jest mocno spersonalizowany i powinien być dla Was tylko inspiracją do podjęcia jakichkolwiek działań.

Zmieniłam styl życia

Nawet nie wiem, kiedy minął ten rok. To tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że zmian w swoim życiu nie należy odkładać na później, bo czas i tak upłynie, a ty albo zobaczysz efekty swoich działań, albo nie. Ja postanowiłam wziąć zdrowie w swoje ręce i zmienić dotychczasowy styl życia. Przede wszystkim odeszłam z pracy, w której bardzo źle się czułam i która również, według mnie, przyczyniła się do rozwoju choroby Hashimoto. Oczywiście wiem, że nie każdy jest w stanie zrobić tak radykalny krok. Ja się odważyłam i nie żałuję, bo teraz jestem „na swoim” prowadząc gabinet dietetyczny. Mimo że pracuję znacznie więcej niż w pracy „na etat”, jestem w końcu zadowolona ze swojego życia. A to jest dla mnie priorytet.

W chorobach autoimmunologicznych niezmiernie ważny jest styl życia. Oprócz zadowolenia z pracy ważny jest również sen i odpoczynek. Śpię regularnie, po ok. 8 godzin dziennie. Czasami dłużej, czasami krócej, ale nie schodzę poniżej 7 godzin. Pewnie pomyślicie, że jest to nierealne. Oczywiście, że jest! Wystarczy wyznaczyć sobie priorytety w życiu i się ich trzymać. Dla mnie sen jest jednym z ważniejszych. W związku z prowadzeniem swojej działalności nie mam zbyt wiele czasu na odpoczynek w ciągu tygodnia, więc staram się, aby chociaż sen miał odpowiednią długość. Nauczyłam się ustalać priorytety w swoim życiu – nie muszę na przykład mieć czystego mieszkania (zawsze powtarzam, że brud nie ucieknie, więc nie ma co się nim stresować), ale muszę być wyspana. Koniec, kropka.

Jeżeli chodzi o stres, to przyznam się, że nadal mam tym problem. Jestem osobą, która z natury wszystkim się przejmuje. Staram się, aby jakość moich usług w gabinecie była na jak najwyższym poziomie, dlatego ciągle coś udoskonalam, a to generuje we mnie bardzo dużo stresu. Jestem też pracoholikiem, dlatego odpoczywam praktycznie tylko w weekendy. W tygodniu nie mam na to czasu. Ale z drugiej strony, praca to moja pasja, dlatego zawsze powtarzam, że ja nie pracuję – ja robię to, co kocham 😊. Mimo wszystkie wiem, że się nie da się cały czas żyć na pełnych obrotach, dlatego w weekendy staram się odpoczywać. Staram się. 😊

Podjęłam również regularną aktywność fizyczną. Ćwiczę 2-3 razy w tygodniu i bardzo pilnuję, aby nie opuszczać treningów. Dzięki temu poprawiła się moja sylwetka i samopoczucie. Dbanie swoje ciało i akceptacja samego siebie są niezmiernie ważne w walce z jakąkolwiek chorobą, nie tylko z Hashimoto. Dzięki pozytywnemu nastawieniu do siebie i życia potrafimy szybciej z nią wygrać.

Dieta

Przede wszystkim zwracam uwagę na jakość produktów. Współczesne produkty są znacznie gorszej jakości niż kiedyś, dlatego dobra jakość żywności to dla mnie kolejny priorytet w życiu. Znalazłam koło siebie mały sklepik z ekologicznym mięsem, w którym się zaopatruję. Warzywa i owoce kupuję na targu lub w markecie (z oznaczeniem BIO) i staram się nie jeść tych, na które nie ma aktualnie sezonu. Praktycznie nie jem przetworzonych rzeczy, a w sklepach bardzo uważnie czytam składy. Swoją wiedzą i spostrzeżeniami na temat produktów z supermarketów oczywiście dzielę się z Wami tutaj, na blogu. Jeżeli jesteście ciekawi, jakie produkty kupuję, to zapraszam na cykl postów pt. Całkiem zdrowe zakupy.

Kolejnym ważnym czynnikiem w mojej diecie jest prawidłowe nawodnienie. Często kupujemy drogie produkty takie jak spirulina, chlorella czy inne, a zapominamy o piciu odpowiedniej ilości wody. Dla mnie to podstawa zdrowej diety. Ubytek wody na poziomie 2-4% często objawia się bólami lub zawrotami głowy, osłabieniem czy silnym pragnieniem. Natomiast ubytek wody powyżej 15% oznacza śmierć. To tylko potwierdza, jak ważną rolę w naszym organizmie odgrywa woda.

Jem 3-4 posiłki dziennie. Przeważnie dwa białkowo-tłuszczowe i 1-2 posiłki z węglowodanami. Oczywiście czasami zdarza mi się wyjątek od tej reguły, ale bardzo rzadko. Na moim talerzu przeważają warzywa. Uwielbiam je! Zimą, kiedy nie mamy dostępu do świeżych warzyw, korzystam przede wszystkim z mrożonek i przetworów, które zrobiłyśmy z mamą latem lub które dostałam od rodziny, lub moich pacjentów. Na drugim miejscu jest dobrej jakości mięso, podroby i wiejskie jaja. Uwielbiam te produkty i nie mogłabym bez nich żyć 😊 Owoce i produkty węglowodanowe są na trzecim miejscu.

Mój dzień, z reguły wygląda następująco:

Śniadanie – jest białkowo tłuszczowe. Jem jaja, dobrej jakości kiełbasę, mięso lub podroby. Jem też często zupy na bulionie mięsnym lub od czasu do czasu ryby. Do tego obowiązkowo duża ilość warzyw i dobrej jakości tłuszcz.

II śniadanie – czasami. Nie zawsze mam na nie ochotę. Jeżeli już jest, to jem owoce lub słodycze na bazie daktyli.

Obiad – przeważnie białkowo – tłuszczowy. Podobnie jak śniadanie, ale bez jaj. Często też jem zupy lub potrawki warzywne. Uwielbiam warzywa!

Kolacja – zdecydowanie węglowodanowa. Jem kasze, ryż lub dobrej jakości chleb, chociaż ten bardzo rzadko. Na kolację pojawiają się również makarony. Mój ulubiony to makaron gryczany. Łącze go z brokułami, suszonymi pomidorami i cebulą. Uwielbiam to połączenie!

Czy jem gluten?

Jem, ale bez przesady. Unikam pszenicy, ale pozwalam sobie od czasu do czasu na żyto. Szczególnie wtedy, kiedy moja mama zrobi domowy chleb żytni na zakwasie. Mmmm… jest pyszny! Jednak zdecydowanie lepiej czuję się, kiedy ograniczam gluten, ale nie panikuję, kiedy pojawi się na moim talerzu. Znam swój organizm i wiem, że udało mi się na tyle go zregenerować, że nic wielkiego się nie stanie, kiedy zjem kawałek ciasta lub nawet pizzy. Chociaż zawsze czuje po takich pokarmach wzdęcia lub dziwne przelewanie w brzuchu. I tu pojawia się kolejne pytanie: czy jem nabiał? Rzadko. A jeżeli jem, to w postaci serów, szczególnie kozich. Do nich mam słabość. Jednak nie mogę z nimi przesadzać, ponieważ zaraz wyskakują mi dziwne wypryski na skórze. Wykluczenie z diety glutenu i nabiału pozytywnie wpłynęło na stan mojej skóry, ale gdy tylko włączę małe ilości tych produktów, od razu widzę to na mojej skórze. To dla mnie najlepsze potwierdzenie, że nabiał i gluten nie służy mojemu organizmowi.

Rośliny psiankowate włączyłam na stałe do diety, ale staram się je jeść głównie wtedy, kiedy jest na nie sezon. Poza sezonem jem przetwory np. domowy ketchup lub paprykę marynowaną. Moją słabością są jednak suszone pomidory w zalewie. Przyznaję się bez bicia :). Jeżeli chodzi o inne problematyczne produkty, takie jak orzechy, strączki czy kukurydza, to owszem, pojawiają się w mojej diecie, ale bardzo rzadko. Soję natomiast wykluczyłam prawie w 100%. Prawie, ponieważ nie mam kontroli nad tym, czy nie mam jej w potrawach, które zamawiam w restauracjach czy innych miejscach publicznych.

Jeszcze raz potarzam, że to, co tutaj opisuję, jest MOIM podejściem do MOJEGO zdrowia i MOJEJ choroby Hashimoto. Nie krytykujcie mnie i nie oceniajcie przez pryzmat swojej diety, ponieważ każdy jest inny i każdy powinien mieć swoją indywidualną dietę. Tak też pracuje w gabinecie z moimi pacjentami – jedni mają bardziej restrykcyjną dietę, inni mniej. Nie ma jednej uniwersalnej diety dla każdego.

Suplementacja w Hashimoto

Podstawą mojej suplementacji jest witamina D3. Udało mi się osiągnąć piękny wynik – 86 ng/ml i w końcu zaczęłam mieć więcej siły i energii. Okresowo suplementuję się również probiotykami. Moja tarczyca wciąż nie jest jeszcze na idealnym poziomie, a włosy nadal (choć zdecydowanie mniej) wypadają, więc włączyłam do diety selen. Przestrzegam jednak, że jest to pierwiastek, który dość łatwo przedawkować, więc nie należy suplementować go na własną rękę. Najlepiej robić to pod okiem specjalisty i dodatkowo robić okresowo badania poziomu tego pierwiastka we krwi. Dopiero wtedy możemy ustalić odpowiednią dawkę dla siebie. Z racji tego, że jem dość mało ryb, cały rok suplementuję się również kwasami omega-3 lub tranem. Uważam, że dobrej jakości tran powinien być w lodówce każdego Polaka. Od czasu do czasu suplementuję także magnez. Jak już wspomniałam wcześniej, jestem nerwusem, więc mam duże predyspozycje do utraty tego pierwiastka z organizmu.

A teraz zobaczcie na moje wyniki:

Tak jak wspominałam wcześniej, parametry tarczycy nie są jeszcze idealne i czeka mnie sporo pracy, aby je wyrównać. Niemniej jednak widać, że Hashimoto jest w stanie remisji, bo przeciwciała są w normie. Dla porównania wynik sprzed 1,5 roku:

Pragnę również podkreślić, że najlepszym wyznacznikiem jest robienie badań w tym samym laboratorium. Niestety, z racji tego, że się przeprowadziłam, musiałam zmienić również laboratorium, w którym robię badania.

Podsumowanie

Jak widać nadal udaje mi się utrzymać chorobę Hashimoto w stanie remisji. Zauważyłam jednak, że nie zmiana samej diety, ale zmiana całego stylu życia pozwala mi się cieszyć zdrowiem i świetnym samopoczuciem. W październiku, kiedy otwierałam swoją działalność, moje przeciwciała lekko się podwyższyły. Ale już po dwóch miesiącach, kiedy tylko się uspokoiłam i ogarnęłam wszystkie sprawy biznesowe, wyniki wróciły do normy. Postanowiłam więc zrobić jeszcze jeden test – przez 2 tygodnie włączyłam do diety trochę więcej glutenu i nabiału niż jadłam dotychczas, nie zmieniając swojego stylu życia tj. nie denerwując się aż tak, jak przy otwieraniu swojej działalności.  Efekt? Przeciwciała praktycznie się nie podniosły. Co to oznacza? Że nawet chwilowe anomalie w diecie lub drobne grzeszki nie wpłyną na nasze zdrowie tak, jak nerwy, brak snu czy odpoczynku. Stres niejednokrotnie potrafi znacząco nasilać objawy chorób autoimmunologicznych, a czasem nawet prowadzić do zaostrzenia choroby mimo wcześniejszej remisji. Dlatego tak ważne jest, aby umieć nad nim zapanować, bo sama dieta i suplementacja nam nie pomogą.

Na koniec przypomnę jeszcze raz: w walce z Hashimoto zadbaj przede wszystkim o to, aby się wysypiać, zdrowo odżywiać i wprowadzić do swojego życia trochę ruchu, a suplementację potraktuj jako coś dodatkowego. Dopiero wtedy będziesz na dobrej drodze, aby pokonać chorobę.

Chciałabym również podkreślić, że moje Hashimoto to stadium 2, czyli bardzo wczesne (więcej o stadiach Hashimoto pisałam TUTAJ). Istnieje więc realna szansa na wyleczenie choroby. Wystarczyło więc tylko wprowadzić kilka zmian w życiu i wyeliminować czynniki wyzwalające, aby zapobiec progresji choroby i wprowadzić ją w stan remisji czego serdecznie Wam życzę!

Spodobał Ci się ten wpis? Uważasz, że może się komuś przydać? Udostępnij go proszę na Facebooku!  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *