Rama „Smaż jak szef kuchni” – pomocnik czy szkodnik? Subiektywny test produktu.

Ostatnio odbierając paczkę w Paczkomacie Inpost, w ramach darmowej akcji promocyjnej znalazłam w swojej „szafce” próbki nowej Ramy „Smaż jak szef kuchni”. Hmm… cóż za zbieg okoliczności! :) Przecież kilka dni temu powstał post o tłuszczach do smażenia (link), a tu taka niespodzianka! Pomyślałam sobie: „Trzeba łapać byka za rogi i zrobić test tego „cuda””. No to zapraszam!

rama

Jak podaje producent na swojej stornie internetowej „Rama Smaż jak szef kuchni jest miksem wysokiej jakości olejów. W zależności od wariantu jest to mieszanka oleju rzepakowego i słonecznikowego lub oleju rzepakowego i oliwy z oliwek. (…). W przeciwieństwie do zwykłych olejów, oprócz kwasów omega­‑3 i omega­‑6, zawiera także witaminy A i D” . No dobra, tylko problem w tym, że na tych olejach nie powinniśmy smażyć! Zawierają one jedno- i wielonienasycone kwasy tłuszczowe, z których podczas smażenia powstają bardzo toksyczne oksysterole. A te odpowiedzialne są m.in. za powstawanie komórek nowotworowych i zmian miażdżycowych, mutowanie naszego kodu DNA i uszkadzanie ścian naczyń krwionośnych. Grrrr!

DSC_0689a

Co więcej, w produkcie tym, oleje roślinne stanowią zaledwie 82%. Reszta to dodatki. Jakie? Woda, 1,5 % soli, emulgatory, barwniki, aromaty, regulator kwasowości i wątpliwej jakości witaminy. Od razy nasuwa się pytanie: „Po co te dodatki?”. Przecież to sama chemia, o szkodliwości której nawet nie muszę pisać! Każdy to wie. Ale i na to znajdziemy odpowiedź.  Producent bardzo dobrze przygotował się na taki zarzut, bowiem na swojej stronie podaje: „Pryskanie tłuszczu podczas smażenia bywa wyjątkowo uciążliwe, a nie wszyscy wiedzą jak sobie z tym radzić. „Rama smaż jak szef kuchni dzięki swoim unikalnym właściwościom ułatwia ten proces.  Znikanie z powierzchni patelni pęcherzyków, które pojawiają się podczas odparowywania zawartej w produkcie wody, to znak osiągnięcia odpowiedniej temperatury do rozpoczęcia smażenia. Wówczas możemy umieścić składniki na patelni, wiedząc, że tłuszcz jest odpowiednio rozgrzany i nic dookoła nie zostanie opryskane gorącym tłuszczem. Jest to możliwe dzięki niewielkiej zawartości lecytyny słonecznikowej i sojowej oraz soli, które ograniczają pryskanie tłuszczu”  Ok, dodatek soli rozumiem, bo rzeczywiście sprawia, że olej nie będzie pryskał. Tylko po co ta lecytyna? Poza tym, wystarczy naprawdę ociupinka soli, aby uniknąć pryskania, a nie aż 1,5%!

Podsumowując, na rynku pojawił się kolejny niewypał, który tylko nam zaszkodzi, a nie pomoże. W dodatku jest dość dogi, bo za 500 ml musimy zapłacić aż 6 zł. Zdecydowanie nie polecam.

DSC_0672a

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *