5 dowodów, dlaczego liczenie kalorii się nie sprawdza

Końcówka moich studiów licencjackich z dietetyki to okres ciągłego liczenia kalorii, zapotrzebowania energetycznego, makro i mikroskładników. I kiedy tak sobie liczę na tych ćwiczeniach, to zastanawiam się,  po co to wszystko? Czy liczenie kalorii ma sens? I wiecie co Wam powiem? Moim zdaniem to nie ma najmniejszego sensu! Dlaczego? Poniżej znajdziecie odpowiedź.

  1. Problem z obliczeniem podstawowej przemiany materii (PPM)

W założeniach do każdego jadłospisu żywieniowego, dietetyk powinien obliczyć dla nas podstawową przemianę materii, czyli taką ilość kalorii, która jest niezbędna do podtrzymania podstawowych funkcji życiowych przy spoczynku. No i tutaj zaczynają się schody, bowiem różne wzory dają różne wyniki, które mogą różnić się między sobą o 100 i więcej kcal! Czyli już na wstępie możemy popełnić błąd.

  1. Problem z obliczeniem całkowitego zapotrzebowania energetycznego (CPM)

Typowe dieta odchudzająca oparta na kaloriach zawiera następującą procedurę obliczeniową:

  • wylicz podstawową przemianę materii (PPM),
  • pomnóż razy współczynnik aktywności fizycznej, a uzyskasz całkowite zapotrzebowanie (CPM).

I tutaj zaczyna się kolejny problem, bowiem jak wyliczyć współczynnik naszej aktywności, kiedy jednego dnia np. w niedzielę siedzimy cały dzień na kanapie, czytamy książkę i ogólnie odpoczywamy, a w poniedziałek od rana pracujemy, później idziemy na fitness i jeszcze na wieczór wyprowadzamy psa? Jaki współczynnik aktywności fizycznej dobrać? Ba! Raz zaparkujemy bliżej wejścia do marketu, a innym razem dalej. Raz wyjdziemy schodami na 4 piętro, a raz wyjedziemy windą. Raz śpimy 6 godzin, a raz 8 godzin. Co wtedy z naszym zapotrzebowaniem? Jeśli codziennie mamy inną aktywność, to może codziennie powinniśmy na nowo wszystko przeliczać i codziennie układać nowe proporcje posiłków? Bo jeśli policzymy w tygodniowym rozrachunku, a okaże się, że aktywności jednak nie było, albo była, ale tylko raz w tygodniu, to co wtedy? Przytyjemy?

Już sami widzicie, że  dokładne wyliczenie zapotrzebowania kalorycznego jest praktycznie niemożliwe. Poza tym…

  1. Zapotrzebowanie na kalorie to jedno, a hormony to drugie

Wzory nie biorą w ogóle pod uwagę indywidualnych cech człowieka. Każdy ma inny somatotyp, inną gospodarkę hormonalną czy inny przebieg trawienia. Na przykład osoby o niższym poziomie tkanki tłuszczowej będą spalały więcej kalorii, bo mięśnie są bardziej energochłonne, a osoby o większej tkance tłuszczowej, będą spalały te kalorie znacznie wolniej. Ważny jest również stan naszej tarczycy. Przy TSH powyżej 2,5 nasz organizm będzie miał wolniejszą przemianę materii. Jeszcze wolniejsza będzie, gdy TSH podniesie się do 4−5 lub wyżej. Więc dwie osoby na takiej samej diecie mogą na nią zupełnie inaczej na nią reagować, ponieważ jedna osoba może mieć niedoczynność tarczycy, a druga – nadczynność, podczas której przemiana materii będzie bardzo szybka. Inny przykład: jedna osoba zje mały kawałek ciasta i kompletnie nic się nie stanie, a druga np. z insulinoopornością zrobi po takim małym „cheat mealu” 2 godzinny trening, a i tak przytyje pół kilo. A co w przypadku problemów z mikroflorą jelitową (kto ich obecnie nie ma…), trawieniem czy wchłanianiem składników pokarmowych? Każdy ma inny organizm i każdy będzie inaczej reagował na konkretną dawkę kalorii.

  1. Dieta ma być odżywcza a nie kaloryczna

W prawidłowym żywieniu nie chodzi o to, aby się pożywić, tylko żeby się odżywić. Jeśli dieta obfituje w składniki odżywcze: białka, tłuszcze, mało przetworzone węglowodany, witaminy i minerały – to najprawdopodobniej organizm będzie miał szybszą przemianę materii i większe zapotrzebowanie energetyczne. I na odwrót, organizm obciążony niewłaściwą, ubogoenergetyczną dietą lub przeciwnie – wysokoenergetyczną, bogatą w węglowodany proste czy produkty przetworzone, będzie pracował powoli i stanie się ociężały. A przejawi się uporczywymi wzdęciami, ciągłym zmęczeniem i brakiem energii, a w konsekwencji – tyciem.

  1. Kaloria kalorii nierówna

1g białka dostarcza 4 kcal, tyle samo co 1g węglowodanów. Natomiast 1g tłuszczy dostarcza aż 9 kcal. Zatem, czy spożywając tłuszcze przytyjemy? Otóż nie! Najszybciej przytyjemy po węglowodanach! Dlaczego? Bo węglowodany (w przeciwieństwie do białek i tłuszczy, które są budulcami naszego organizmu) stanowią czysty materiał energetyczny. Po zjedzeniu takich węglowodanów podnosi się poziom cukru i insuliny, co jest dobre jedynie po intensywnym wysiłku, gdyż cukier „wpadnie w mięśnie” w postaci glikogenu. Gdy nie mieliśmy intensywnego treningu,  insulina stanie się hormonem  „tuczącym”. Po białku natomiast przyspiesza się przemiana materii o 25 proc., ale również i jego nadmiar zamieni się w energię i odłoży w postaci tkanki tłuszczowej, ponieważ białka również są glikolityczne (wytwarzają energię).  Białka potrafią też podnosić poziom insuliny, ale robią to w dłuższej perspektywie czasu. Aby białko mogło się wbudować, potrzebuje odpowiedniej ilości energii z innych źródeł i tu z pomocą przychodzą tłuszcze. Tłuszcz bez węglowodanów nie jest tuczący. Stanowi energię, ale jest również budulcem naszego układu nerwowego i nie posiada zdolności do podnoszenia poziomu insuliny.

W tym temacie należy również poruszyć inną kwestię klorii. Według tablic wartości kalorycznych, jeden średni pomidor ma 34 kcal. Ale czy na przykład taki pomidor będzie miał taką samą wartość kaloryczną niezależnie od odmiany? Przecież jeden pomidor jest bardziej słodszy a inny bardziej kwaśny. Jeden będzie miał więcej miąższu, inny więcej wody. A przechowywanie? Czy ono nie ma czasem wpływu na makroskładniki? A co z gotowaniem lub pieczeniem takiego pomidora? Nadal będzie miał taką samą wartość kaloryczną? Nie sądzę.

Weźmy sobie teraz pod lupę mojego ulubionego steka. Co z jego kalorycznością? Jaki stek bierze się pod uwagę w tabelach? Krwisty, półkrwisty, a może wysmażony? Stopień obróbki i różnice strukturalne mają naprawdę duży wpływ na wartość odżywczą. Surowe, gotowane czy smażone produkty bardzo się między sobą różnią. Czy tabele biorą to pod uwagę?

Wiecie co, coś Wam powiem. Liczenie kalorii nie ma sensu. No, chyba że jesteśmy kulturystami lub zawodnikami sportowymi, u których się to sprawdza. Ale w przypadku przeciętnego człowieka,  koncentrowanie się na kaloriach jest błędnym podejściem. Zdecydowanie lepiej oprzeć się na indeksie sytości. Czy po spożyciu batona będziesz tak samo najedzony, jak po sałatce z wołowiną, warzywami i oliwą z oliwek, która będzie miała taką samą wartość energetyczną? Inny przykład – wafle ryżowe. Mają mało kalorii, ale czy pod 2-3 waflach jesteśmy syci?  Czy po takim posiłku czujemy jakikolwiek przypływ energii?  No ja to bym musiała chyba zjeść całą paczkę, żeby cokolwiek poczuć. Posiłki muszą być wartościowe, odżywcze i składać się z najmniej przetworzonych produktów.  Nie warto koncentrować się na kaloriach, tylko na tym, co służy naszemu organizmowi.

Panuje takie przekonanie, że prawdziwe jedzenie to takie, które  można zerwać z drzewa czy krzaka, podnieść z ziemi, wykopać, złowić lub upolować. Zdrowa żywność to taka, którą rozpoznałaby Twoja praprababcia. Krótko mówiąc, wszystko, co szczelnie zapakowane z kodem kreskowym to nie jest naturalna żywność. No i na koniec,  nie traktujmy diety, jako krótkiego okresu, podczas którego katujemy, jedząc sałatę i odmawiając sobie kebaba. Zdrowa dieta to taka, która nigdy się nie kończy. Kiedy Twoja dieta jest prawidłowa, można jeść do syta i nie przytyć. Dlatego nie przywiązuj się do kalorii, tylko odżyw swój organizm prawdziwym jedzeniem.

Spodobał Ci się ten wpis? Uważasz, że może się komuś przydać? Udostępnij go proszę na Facebooku!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *